2016-02-17

Kontrola PIP – czego się spodziewać?

Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy to – obok wizyt urzędników ZUS-u czy urzędu skarbowego – wydarzenie, które wzbudza spory niepokój u przedsiębiorców. Jak jednak wygląda to w praktyce i czy rzeczywiście taki diabeł straszny...?

Państwowa Inspekcja Pracy sprawdza – jak nazwa wskazuje – przestrzeganie prawa pracy, przede wszystkim przepisów dotyczących BHP i legalności zatrudnienia. Wbrew powszechnemu mniemaniu kontrolą bywają objęci nie tylko pracodawcy. Wizyty urzędników mogą się też spodziewać przedsiębiorcy, na rzecz których świadczona jest praca na podstawie umów cywilnoprawnych, oraz agencje oferujące usługi pośrednictwa pracy, pracy tymczasowej itp. i podmioty kierujące na praktyki czy staże zawodowe.

Kontrola przeprowadzana jest w siedzibie albo miejscu działania danej firmy czy instytucji, a także w miejscu przechowywania dokumentów księgowych i kadrowych lub w jednostce PIP-u. Kontroler może wejść na teren zakładu o każdej porze dnia i nocy, musi jednak okazać legitymację służbową i imienne upoważnienie. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy kontrolę wszczyna się w warunkach zagrożenia zdrowia czy życia pracowników – wtedy inspektor rozpoczyna działania bezzwłocznie, na podstawie samej legitymacji, a upoważnienie dostarcza w ciągu 7 dni.

Pracodawcy i pracobiorcy mają ustawowy obowiązek współpracowania z kontrolerami, co oznacza m.in., że muszą im zapewnić dostęp do wszystkich pomieszczeń w zakładzie, a gdy wymagają tego warunki, wyposażyć w odzież ochronną i zapewnić środki ochrony indywidualnej (kask, okulary ochronne, maski przeciwpyłowe itp.). Urzędnicy powinni mieć wgląd w dokumenty i móc swobodnie zbierać informacje od obecnych i byłych pracowników i współpracowników. W miarę możliwości kontrole dokumentów i rozmowy powinny się odbywać w wydzielonym pomieszczeniu.

Na zakończenie prac jest spisywany protokół, do którego oczywiście kontrolowany podmiot może zgłaszać zastrzeżenia (w ciągu 7 dni). Jeżeli inspektor stwierdzi, że naruszane są przepisy, nakazuje odpowiednie działania, np.: usunięcie uchybień w zakresie BHP czy wypłacenie zaległych należności. Za nieprzestrzeganie przepisów BHP może też na osobę odpowiedzialną za tę dziedzinę nałożyć grzywnę w wysokości od 1000 do 30 tys. zł. Jeżeli naruszenie przepisów jest na tyle poważne, że nosi znamiona przestępstwa, inspektor PIP-u powiadamia o tym prokuratora.

Od tych zasad oczywiście są odstępstwa. Jak np. ostatnio poinformowała „Gazeta Wyborcza” (wyborcza.biz, 9.11.2015), w Polsce – jako jedynym kraju w Europie – inspektor PIP-u musi pisemnie poinformować o planowanej kontroli firmę działającą w branży usługowej. Ten wyjątek ustanowiła interpretacja zapisów Konwencji nr 81 Międzynarodowej Organizacji Pracy, dokonana w 2009 r. przez ówczesnego szefa PIP-u Tadeusza Jana Zająca.

Z kolei w ubiegłorocznej rozmowie z portalem Bankier.pl (2.01.2014) anonimowy pracownik PIP-u wskazał, że aż 80% zawiadomień o przestępstwach zgłaszanych przez inspektorów jest umarzanych przez prokuraturę. Nieskuteczna jest też instytucja jako taka – kontrole PIP-u są płytkie i wynika z nich niewiele poza realizacją założonej w budżecie liczby działań. Problemem są również biurokracja i brak rzeczywistej współpracy z instytucjami takimi jak ZUS. Doświadczenia są więc różne. Dla własnego dobra najlepiej jednak zachować zdrowy rozsądek i zwyczajnie zadbać o przestrzeganie przepisów. Wtedy kontrola PIP-u nie będzie budzić ani strachu, ani rozpaczliwej nadziei na niekompetencję urzędnika.